Trening zaczęłam od łucznictwa, kończąc na walkach z kukłami. Po około 2 godzinach poszłam do kuchni zrobić sobie śniadanie wybrałam kanapki z dżemem i świeży sok pomarańczowy.Przy okazji zrobiłam kawy dla całej rodziny.
-Co robisz tak wcześnie w kuchni i dlaczego nie śpisz?-Spytała moja mama wyłaniając się zza drzwi.
-Po pierwsze Na Anioła nie chcę mieć zawału w wieku 16 lat!! Po drugie przyśnił mi się koszmar -odpowiedziałam do mojej rodzicielki.
-Nie tym tonem.Jak ty się do mnie odzywasz Normalne sprzeczka na początek dnia. Po kimś się ma ten charakterek.
-Trzeba było urodzić tylko Jeffa, Chrisa i Scar!!!- I trzeba odeprzeć atak, ale mogłam trochę łagodniej.
-Masz rację mogła nie prosić Magnusa żeby cię ratował.Przynajmniej zaoszczędziłabym sobie nerwów.-Au zabolało nasze kłótnie nigdy nie dochodziły do tego stopnia co dzisiaj. Łzy zaczęły docierać mi do oczu i z nich wypływać.
-NIE NAWIEDZĘ CIĘ !!!!!!!!!!!!- wykrzyczałam jej prosto w twarz w tym samym wybiegłam z pomieszczenia i wyszłam z domu trzaskając drzwiami przy czym obudziłam wszystkich domowników ale trudno się mówi. Skierowałam się do lasu koło nas i usiadłam pod drzewem wypłakując swoje oczy w spodnie.
Najchętniej czasami bym uciekła ale i tak by mnie znaleźli bo mnie i Scar łączy więź Pabatai i może wyczuć mnie gdzie jestem więc nawet nie mam co próbować.Przeszłam się jeszcze chwilę po lesie i otworzyłam portal do Nowego Yorku stwierdzam, że spędzę trochę czasu u mojego chrzestnego by odetchnąć.

Po chwili znalazłam się przed piękną, wielką, kolorową i świecącą willą Magnusa (mojego chrzestnego).
Weszłam przez bramę do posiadłości i zadzwoniłam dzwonkiem po około dwóch minutach otworzył mi mój chrzestny z rozpiętą koszulą i roztrzepaną fryzurą. Chciało mi się śmiać i ukrywałam śmiech.
-Dopiero wstałem z łóżka-powiedział zmieszany Magnus-Co ty tu w ogóle robisz aniołku-spytał pewniej.
-Hej wujek mogę u ciebie przez jakiś czas pomieszkać?- spytałam z miną szczeniaczka.
-Dobra wchodź- odpowiedział chrzestny i otworzył mi drzwi.
-O co tym razem poszło ci z mamą?-Spytał wujek Alec który robił sobie właśnie śniadanie i kawę.
-Powiedziała, że mogła nie prosić wujka Magnusa by sprawił żebym żyła-Odpowiedziałam smutno.
-Na pewno nie mówiła tego na poważnie-Pocieszał mnie wujek Alec.
-Dobra na razie idź na górę a my pomyślimy co dalej ok?- Odparł wujek Magnus
-Okey-i skierowałam się do pokoju.
Przepraszam zabijcie mnie ale jest nareszcie drugi rozdział. Kto się cieszy niech skomentuje. Naprawdę uwierzcie komentarze motywują. Widzę że ktoś to czyta bo widzę wyświetlenia ale proszę o komentarze bo będę wiedziała dla kogo piszę. Następny rozdział dodam jak najszybciej obiecuję NA ANIOŁA OBIECUJĘ. Do zobaczenia niedługo PA na razie

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz